Następnego dnia po załatwieniu swoich spraw higienicznych odpaliła laptopa logując się na facebook'a, włączyła rozmowę z nim i zaczęła pisać
M : Aye Austin
A : Aye Mitch, jak leci ?
M : Zadziwiająco dobrze :D Zaraz wracam do swojego domu
A : Nie mieszkasz w tutaj ?
M : Mieszkam na Brooklynie, sławy i te sprawy
A : Hahah wiem wiem :D Też tam mieszkam
M : Więc Austy ile masz wzrostu ?
A : 185, a Ty ?
M : 163, o nie ! czuję się jak krasnoludek :C
A : Małe jest piękne :D
M : Nie wszystko złoto co się świeci
A : Cicho !
M : Moja przyjaciółka każe mi zmienić dilera :c
A : A właśnie... Mitchie ...
M : Co ?
A : Zmień dilera :D
M : Spadaj AUSTIN !
A : Jak sobie życzysz
M : Żartowałam ! A z resztą muszę lecieć na autobus, bye
A : Okej, mała :D narka
Wylogowała się z uśmiechem na twarzy i dokończyła pakowanie, weszła do kuchni po jabłko a jej tata zachichotał
-Czemu tylko jabłko ?
-Bo się zrzygam po drodze - mruknęła
-Gdzie jedziesz ?
-Do domu, tatoo - jęknęła zirytowana
-Sama ? Poczekaj chwile, wypiję kawe i Cię zawioze
-Tato, chce jechać autobusem- warknęła
-Tata ma racje Mitchie - powiedziała jej mama karcącym tonem
-Jadę autobusem - wysyczała przez zaciśnięte zęby
-Dobrze, dobrze - jej tata zaśmiał się podnosząc ręce do góry w geście poddania się, ona też zachichotała i wtuliła się w niego
-Pa tatusiu - cmoknęła jego policzek, po czym to samo wykonała z mamą, zabrała walizkę i pobiegła truchtem na przystanek, oczywiście mogła poprosić tatę żeby ją podwiózł, ale ona wolała się po prostu przebiec. Dotarwszy w ostatnią sekundę zajęła miejsce w autobusie, pokazując kierowcy bilet. Włożyła słuchawki w uszy puszczając piosenkę R5, nie mogła zaprzeczyć, Ross Lynch był cholernie pociągający. Podróż minęła szybko i spokojnie, skierowała się do swojego domku jednorodzinnego z wielkim uśmiechem na twarzy, wiedziała, że za chwilę zobaczy Chloe, Mandy, Jai'a i Luke'a, kochała swoje rodzeństwo najbardziej na świecie, przechodząc przez próg domu usłyszała piękny głos jej dziesięcioletniej letniej siostry śpiewającej piosenkę '' This is love '', zanuciła pod nosem melodię, po czym krzyknęła głośno
-WRÓCIŁAM ! - ze schodów natychmiast zbiegli bliźniacy, a za nimi Mandy z Chloe na rękach, dziewczynka odłożyła dziecko na miękki dywan i podbiegła do starszej siostry
-Mitchie - wymruczała wtulając się w dziewczynę - tęskniłam
-Też tęskniłam skarbie - posłała młodej słodki uśmiech oddalając się od niej i wtulając w braci
-Mitchie - mruknął Jai
-Urosłaś - dokończył Luke, na co ona wybuchła gromkim śmiechem
-Tak... przez tydzień - wszyscy zachichotali, a ona odkoczyła od nich i rozłożyła ramiona patrząc na malutką Chloe, dziewczynka pisnęła z radości wstając i biegnąć do Mitch, dystans był krótki, ale dla małej zdawał się dłużyć w nieskończoność, wkońcu przytuliła kucającą siostrę
-Ja teć tęskniłam - wyszeptała szlochając w szyję dziewczyny, ta szybko ją podniosła wtulając ją bardziej w swoje ciało
-Kochanie - mruknęła również bliska płaczu. Nagle jej brzuch ponownie mocno zabolał i poczuła zmęczenie.
-Pójdę się położyć - mruknęła odkładając maleństwo na sofę, szła ostrożnie po schodach zaciskając dłoń na brzuchu, z jej ust wydobywały się jęki bólu, kiedy doszła do swojego pokoju niemal rzuciła się na łóżko, przymknęła oczy masując brzuch niechący nacisnęła na podbrzusze mocniej i zajęczła z bólu
-Pierdol sie - mruknęła pod nosem, położyła się na prawym boku zakrywając kołdą pod samą szyję. Zasnęła.
Stała i patrzyła jak Justina i Dan okładają się pięściami, przecież tego chciała, chciała by Daniel pożałował, szlochała widząc zakrwawioną twarz Justin'a, przymknęła oczy, a gdy je otworzyła Dan siedział na chłopaku i celował bronią prosto w głowę Mitchie, patrzyła załzawionymi oczami na brata szepcząc bezgłośnie '' pomóż mi '', Dan odbezpieczył broń
-UCIEKAJ MITCHIE ! - wrzasnął jej obrońca, że też na to nie wpadła, odwróciła się i zaczęła biec tak szybko jak mogła, trampki nie ułatwiały jej tego, ale starała się o tym nie myśleć, słyszała łamane gałązki za sobą i zaczęła panikować, silne ramiona owinęły się wokół jej ciała i poczuła zimną lufę pistoletu przystawioną do jej skroni
-NIEEEEEEEEEEEEE !!!!!!!!!! - krzyknęła siadając i otwierając oczy, na dworze już panował mrok, spojrzała na zegarek na którym widniała godzina 00.30, serce łomotało jej w zawrotnym tępie, a czoło pokryte było zimnym potem, przez jej kręgosłup przeszedł nieprzyjemny dreszcz, a ona przymknęła oczy, wspomnienia znów wróciły w koszmarach sennych, doskonale pamiętała w jaki sposób jej brat zginął, to była jej wina i ona dobrze o tym wiedziała, kiedy jej oczy uchyliły się świat zaczął wirować, a ona pisnęła ze strachu, zauważyła cień na ściane i usłyszała głuchy szept, jej ciało pokryła gęsia skórka, kiedy światło księżyca oświetliło bladą zakrwawioną twarz Justin'a
-Braciszku - szepnęła - Tak bardzo cię przepraszam
-Shhh.. - wyszeptał patrząc prosto w jej oczy, ścisnęła kołdrę w rękach zaczynając szlochać - Nie płacz - w jednej chwili pojawił się obok niej, a ona poczuła jego zimny dotyk na policzku, chłopak był delikatnie przezroczysty, ale ona już się go nie bała, odwiedzał ją co noc kiedy była w szpitalu psychiatrycznym, stwierdzono schizofrenię spowodowaną przez otwarte tzw. trzecie oko
-Kochanie, nie płacz - szepnął ponownie przejeżdżając trupio lodowatą dłonią po jej policzku
-Kocham Cię - szepnęła
-Ja ... też Cię kocham siostrzyczko - mruknął rozchylając ręce, starała się w niego wtulić, ale nie było to możliwe, poczuła jego chłodne ramiona owijające się wokół jej ciała, gdyby ktoś wszedł uznał by ją za walniętą, przecież przytulała się do powietrza... zdaniem innych, ale on naprawdę tam był, był przy niej, a ona go widziała.
-Idź już - wyszeptała ponownie
-Dobranoc - cmoknął jej czoło i z uśmiechem zniknął gdzieś w oknie. Uniosła lekko kąciki ust i ponownie się położyła, zamknęła oczy i zasnęła. Obudziły ją promienie słoneczne wdzierające się do pokoju przez zasłony, przetarła zaspane oczy i rozciągnęła kończyny, usiadła ziewając po czym znowu opadła głową na poduszki
-Mitchie do szkoły - do pokoju wszedł Jai, ziewając
-Odwal się - mruknęła rzucając w niego poduszką, jako że był zaspany nie zdążył jej złapać zanim uderzyła prosto w jego twarz
-MITCHIE ! - ryknął rzucając się na nią, usiadł na niej okrakiem, ułożył palce na jej żebrach i zaczął ją łaskotać
-Jai - pisnęła wybuchając śmiechem - Zejdź - mruknęła przed ponownymi napadami śmiechu, on nie mógł już się powstrzymywać i sam zaczął się śmiać
-Powiedz, że jestem najseksowniejszym i najlepszym bratem na świecie - mruknął do jej ucha chichocząc
-JESTEŚ NAJSEKSOWNIEJSZYM I NAJLEPSZYM B-BRATEM NA ŚWIECIE JAI ! - wrzasnęła, a łaskotki ustały, Luke jedzący śniadanie na dole ryknął śmiechem wiedząc już co się tam działo.
-Nie daruje Ci tego - usłyszał warczenie swojej siostry i po chwili jego bliźniak zbiegał po schodach, a za nim Mitchie z wyrazem twarzy wściekłej lwicy
-JAI ! - wrzasnęła i Luke dopiero teraz zauważył, że kapie z niej woda, chłopak ponownie zachichotał, a dziewczyna zwróciła ku niemu twarz szyderczo się uśmiechając, podeszła do niego i go objęła, pisnął gdy jej zimna, mokra skóra dotknęła jego rozgrzanej przez koc
-Zimno ! - wrzasnął
-Ohhh, naprawdę ? Mi jest cieplusio - mruknęła w jego tors, w końcu zdecydował się owinąć ramiona wokół niej
-Justin - mruknęła, brat ściągnął brwi i zmarszczył nos
-Słucham ? - dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko spojrzała na niego przerażonym, przepraszającym spojrzeniem - Nie ważne, usiądź i zjedz śniadanie, za godzinę przyjeżdża szkolny autobus
-Mhm - jeszcze raz obdarzyła go spojrzeniem po czym pobiegła się ubrać. Osuszyła ciało i włosy zakładając na siebie kremowe rurki, białą bokserkę i szary luźny sweterek, na nogi naciągnęła tego samego koloru skarpetki, założyła kapcie i zbiegła na śniadanie, zajęła miejsce po środku, między braćmi, biorąc niewielki kęs pancake'a, zamruczała z przyjemności, kiedy po jej jamie ustnej rozlał się cudowny smak syropu klonowego, spożyli śniadanie w ciszy, wstała od stołu wkładając naczynie do zmywarki, wyjęła z niej szklankę nalewając do niej soku pomarańczowego, wypiła sok duszkiem i wróciła na górę do swojej łazienki, umyła dokładnie zęby i rozczesała włosy, wyciągnęła z szafki ciepłą, beżową kurtkę i buty emu tego samego koloru, zakładając wszystko na siebie, owinęła szyję ciemnym szalikiem, na głowę wcisnęła czapkę, a na drobne dłonie zimowe rękawiczki, zeszła żółwim tempem na dół zabierając torbę wyszła z domu, całe jej rodzeństwo już czekało na przystanku, podeszła do nich i wtuliła się w ciepłe ciało Luke'a, on uniósł delikatnie kąciki ust i przycisnął ja mocniej do swojego ciała, Chloe wsiadła do wcześniejszego autobusu, ponieważ zawoził od dzieci do przedszkola, kiedy podjechał autobus zabierający gimnazjum i podstawówkę opuściła ich Mandy, w końcu doczekali się swojego autobusu i wsiedli tam razem zajmując miejsca, jej bracia usiedli razem, a ona by siedzieć tóż za nimi musiała usiąść obok typowego popularsa Justina Biebera, była pewna, że chłopak będzie mruczał przekleństwa pod nosem, cóż... nie lubił jej, tak właściwie prawie nikt jej nie lubił, cóż jej przypuszczenia się sprawdziły, ten chłopak nękał ją najbardziej i nie ważne jak było jej przykro, starała się zachować łzy w swoich oczach, by nie pokazać mu swojej słabości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz